Agnieszka Wołodźko. Zuniwersalizowany indywidualizm. O wystawie Agaty Nowosielskiej „Obok”

 

Wystawa Agaty Nowosielskiej powstała w wyniku retrospektywnego spojrzenia na własną twórczość. Jak sama zauważa artystka, pewne wątki pojawiają się w jej dorobku natrętnie od wielu lat,  wręcz od najwcześniejszych prac dziecięcych.  W ramach wystawy wyciąga je na światło dzienne i wraz z widzem dokonuje ich przeglądu. Taki zabieg pozwala ponadto potraktować własne malarstwo jak lustro, w którym może ujrzeć siebie i swoją relację ze światem, o której pisze jako o postawie wycofania i wyborze stanowiska zdystansowanego obserwatora.

Pozornie na tej wystawie oglądamy portrety osób, bądź momentów szczególnych: pewną dziewczynkę w różnych sytuacjach, pewnego jelonka, pewną wieś.  W pierwszym momencie nasuwa się pytanie, czy owa partykularność ma korzenie w obserwacji realności, a może, co więcej, ma odniesienia do biografii artystki? Nowosielska sama podsuwa nam ten autobiograficzny trop: obok obrazów stworzonych przez siebie  będąc już dojrzałą artystką, pokazuje prace i teksty z dzieciństwa. Obecne w jej  ostatnich obrazach nastroje przeczuwane były już w najwcześniejszych próbach twórczych, o wiele lat wyprzedzających profesjonalny debiut. Pojawia się w nich temat śmierci, strachu, poczucia zagrożenia…

A jednak Nowosielska nie ogranicza się do introspekcji. To operowanie wąskim detalem, przedstawianie krótkiej, być może bardzo szczególnej chwili, jest w tym wypadku zabiegiem, który – jak trampolina – ma przenieść uwagę widza na szeroki ogół zjawisk uniwersalnych. Artystka przyznaje, iż dla swoich osobistych odczuć szuka odbicia (?), potwierdzenia (?), inspiracji (?) w dziełach innych artystów. Wskazuje na bajkę o Czerwonym Kapturku braci Grimm oraz film Ingmara Bergmana Źródło. W obu tych utworach, podobnie jak w jej obrazach, pojawia się las jako scenografia dla zagrożonej niewinności i opresji młodej dziewczyny. Inspiracją okazuje się również powieść Obietnica Friedricha Dűrrenmatta, w której występuje dziewczynka w kontekście zbrodni i celowego wystawienia na niebezpieczeństwo.

Odnosząc się do tropów, które wskazywałyby na obserwację świata zewnętrznego, to nic nie jest tu powiedziane wprost, nie ma bezpośredniego komentarza. Niemniej można przypuszczać, iż Nowosielska nakłada obrazy rodem z własnego życia wewnętrznego na treści dyskursów, obecnych w życiu publicznym. Wyraźne są tu ślady debat o molestowaniu seksualnym dzieci, dwuznacznej roli Kościoła, kulturowym kryzysie. I tak na przykład cykl Przejścia nie ma składa się z wizerunku banalnego wiejskiego pejzażu z polami na pierwszym planie, zabudowaniami na drugim i umieszczoną centralnie kościelną wieżą, który skontrastowany jest z zestawem mniejszych obrazków przedstawiających martwe zmasakrowane ciała. Czy stojącemu wobec tych prac widzowi nie narzuca się mimowolne skojarzenie z toczonymi obecnie okrutnymi, bratobójczymi walkami na Ukrainie? – Wyraźnej wskazówki nie znajdujemy. Namalowane sytuacje są nieoczywiste, a oczywiste konkluzje wymykają się z rąk. Bardziej zastanawiający jest ogólny nastrój tych obrazów, na których czyhające zło pokazane jest w dość spokojny, beznamiętny sposób. Mimo, iż artystka pragnie zwrócić uwagę na znaczące wydarzenie, ludzki los czy powszechną historię, to wyraźnie unika dramatyzowania. Natomiast wspomina o inspiracji Hannah Arendt, która relacjonując proces Eichmanna w Norymberdze, pisze o nim jako o osobniku „przerażająco normalnym”: „Z punktu widzenia naszych instytucji prawnych oraz kryteriów oceny moralnej normalność owa była dużo bardziej przerażająca niż wszystkie potworności wzięte razem, gdyż oznaczała ona […], iż ów nowy rodzaj przestępcy […] popełnia swoje zbrodnie w okolicznościach, które właściwie nieomal uniemożliwiają mu uświadomienie sobie lub poczucie, że czyni coś złego”[1]. To właśnie ta sytuacja umożliwiająca ambiwalencję ocen wydaje się wywoływać największą trwogę. Podobnie sceny przedstawione na obrazach Nowosielskiej sugerują, jak cienka granica przebiega pomiędzy „normalnością” a oczywistym złem. Wizerunki dziecięcych zabaw, samotnych leśnych wędrówek, medytacji wśród egzotycznej przyrody,  wprawdzie naznaczone niewinnym erotyzmem, same w sobie nie przedstawiają niczego negatywnego. A jednak widz odnosi wyraźne wrażenie, że są one podszyte przeczuciem zagrożenia, które może pojawić się lada chwila…

 

 

[1]              Hannah Arendt, Eichmann w Jerozolimie, Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK, Kraków 1998.